Tu rafinacja, tam estryfikacja, tu tłuszcze trans, tam cholesterol, te margaryny ratują wzrok a tamte tłuszcze powodują miażdżyce,tu punkt dymienia, a tam utlenianie, no i jeszcze omega 3 i 6 i ich nieodpowiedni stosunek w diecie, a każdy dzieli to inaczej i mówi co innego – zwariować można!!! To co w końcu jeść? Czym smarować chleb? Na czym smażyć?

Już od jakiegoś czasu zbieram się do napisania paru słów o tłuszczach. Nie będzie to jeden z tych postów ociekających wiedzą chemiczną czy skomplikowanymi nazwami łańcuchów tłuszczowych. Dużo na ten temat czytałam, ale nie jestem w stanie tych wszystkich nazw powtórzyć, a książek przepisywać nie będę. Totalnie nie o to mi chodzi. Bardziej chodzi mi o parę praktycznych rad od jednej matki i pani domu dla innych osób, matek przede wszystkim, które mogą wam pomóc odzyskać lub/i zachować zdrowie (oczywiście nie samymi tłuszczami człowiek żyje, aczkolwiek są one dla naszego zdrowia niezwykle ważne bo budują otoczki każdej komórki naszego organizmu).

Tak jak już wspominałam, na temat tłuszczy czytałam bardzo dużo, zarówno artykułów w sieci i jak i w przeróżnych książkach, i na podstawie wniosków z tej wiedzy wyciągniętych zrobiłam małą rewolucję w naszej kuchni i diecie. Niestety w dostępnych informacjach  na temat tłuszczy panuje straszny bałagan. Nawet poczytne blogi, teoretycznie o zdrowiu potrafią ludzi w błąd wprowadzać.Co chwilę pojawiają się sprzeczne informacje i ciężko jest się w tym wszystkim połapać.

Ja wam napiszę co według mnie (po przeczytaniu wielu mądrych słów na ten temat) jest zdrowe i co ja jem i daję moim dzieciom. Możecie mi uwierzyć na słowo, albo sięgnąć po polecane przeze mnie lektury na ten temat. Oczywiście możecie to też uznać za stek bzdur, wasza sprawa (ale zanim to zrobicie to proszę, żebyście dla własnego dobra jednak polecane lektury przeczytali i sami wyciągnęli własne wnioski).

A więc…. Tłuszcze są nam do prawidłowego funkcjonowania absolutnie niezbędne, zarówno nienasycone kwasy tłuszczowe jak i te nasycone. Tak, tak, dobrze przeczytaliście, nasycone kwasy tłuszczowe też są nam potrzebne. Aha, i nie, nie powodują wcale miażdżycy. W płytce miażdżycowej naukowcy nie znaleźli śladu zwierzęcych tłuszczy nasyconych, za to znaleźli tam tłuszcze roślinne – ale te złe 😉

Co jeść??? Kanapki smarować masłem, ale prawdziwym masłem (82%) nie jakimś miksem. Można też smarować je naturalnym nierafinowanym olejem kokosowy lub prawdziwym smalczykiem, najlepiej własnej roboty. Z ilością oczywiście przesadzać nie należy (w nadmiarze wszystko szkodzi, nawet woda) ale nie ma sensu też tego unikać jak ognia bo można sobie tylko zaszkodzić.

Należy też bezwzględnie spożywać dużo tłuszczy roślinnych, najlepiej w naturalnej postaci czyli: orzechy wszelkiej maści, pestki słonecznika, dyni, len, nasiona konopi, awokado,  a to wszystko w postaci surowej bez pieczenia, podsmażania czy jakiejkolwiek obróbki termicznej. Dodatkowo, żeby nam omega 3 i 6 i całej reszty nie zabrakło, można wspomagać się olejami roślinnymi tłoczonymi bezwzględnie na zimno i NIE rafinowanymi. Kupujemy takie oleje w butelkach z ciemnego szkła, trzymamy w lodówce zawsze szczelnie zamknięte i najlepiej kupować butelki o małej pojemności, żeby po otworzeniu dosyć szybko je zużyć. Oleje takie spożywamy TYLKO na zimno i to najlepiej jak najszybciej po wylaniu z butelki. Ja osobiście mam w lodówce zawsze olej lniany, konopny, czasami słonecznikowy i oliwę z oliwek ekstra virgin. Czasami sobie urozmaicam i kupuję olej z awokado, orzecha włoskiego czy pestek dyni. Olej lniany i konopny pijemy z dziećmi co rano po łyżeczce jako lekarstwo (razem z witaminami D3 i K2). Olej słonecznikowy i oliwę z oliwek używam najczęściej do sałatek.

Tłuszczy roślinnych z uwagi na zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych (szczególnie olej lniany bogaty w najmniej stabilne omega 3) NIE WOLNO podgrzewać. Niestabilne podwójne wiązania pod wpływem temperatury i tlenu ulegają zniszczeniu, dochodzi do utleniania i powstawania mnóstwa wolnych rodników. Dlatego na olejach roślinnych nie wolno smażyć ani piec. Wyjątek stanowi olej kokosowy składający się w większości z kwasów tłuszczowych.

Na czym więc smażyć? Oczywiście smażyć najlepiej jak najmniej. Ale jak już to TYLKO nasycone kwasy tłuszczowe : masło klarowane (zwykłe szybko się pali), smalec lub właśnie olej kokosowy. ŻADNE OLEJE RAFINOWANE, żadne oliwy z oliwek, ŻADNE MARGARYNY.

Oleje rafinowane, czy estryfikowane, uwodornione częściowo czy w całości, to jedno wielkie dziadostwo. Trzymać się od tego z daleka. I ŻADNYCH margaryn w waszej diecie. To już jest najgorsze co może być. Sztuczne dziadostwo pełne tłuszczy trans, tak to właśnie ich ślady znaleziono w płytkach miażdżycowych.  W Norwegi już od dwóch lat zakazane, w Ameryce (a to oni je wymyślili) już niedługo znikną z półek, bo WHO się kapnęła, że jest związek między ich spożyciem a chorobami serca. A w Polsce dalej się reklamuję margaryny obniżające poziom cholesterolu czy dbające o nasze oczy – bzdura kompletna- aż się we mnie gotuje jak te reklamy widzę. Także dobrze wam radzę, unikajcie tego jak ognia.

No i została jeszcze sprawa ryb. Hmmm…. Szczerze mówiąc my już ryb nie jadamy prawie wcale. Biorąc pod uwagę, że chcemy te ryby jeść głównie z uwagi na omega 3, a wiedząc jednocześnie, że temperatura te omega 3 niszczy i zamienia w kopalnię wolnych rodników, jaki sens ma zjedzenie smażonej, pieczonej czy przygotowanej na parze ryby??? No ja go nie widzę. A jak do tego jeszcze rozpatrzymy kwestię jakości tych ryb, to już w ogóle traci sens. No z hodowli to bez sensu bo tam karmią te ryby byle gównem, krzyżują z genetycznie modyfikowanymi osobnikami, faszerują lekami a jak jakaś ryba ma guza nowotworowego większego od głowy to go odcinają a resztę ryby przecież można sprzedać, bo czemu by nie??? No z oceanu to już lepiej, ale to trzeba wiedzieć z których łowisk, żeby za bardzo zanieczyszczone nie były. No najlepiej w jakości bio, ale to kosztuje takie pieniądze, że się odechciewa. Tyle zapłacić za naturalne omega 3, które zaraz usmażę, a więc zniszczę?? No chyba, że jemy ryby surowe lub śledziki z zalewy solnej. To jest jedyna postać ryby, jaka ma według mnie sens, jeżeli chodzi o nasze zdrowie.

I to według mnie najważniejsze rzeczy jakie o tłuszczach powinien wiedzieć każdy. Dla zainteresowanych głębszą analizą tematu polecam książkę „Ukryte Terapie” pana Jerzego Zięby oraz „Cholesterol – naukowe kłamstwo” Uffe Ravnskov.

Reklamy